"O marzeniach trzeba mówić głośno i otwarcie, bo nigdy nie wiesz kiedy spotkasz ludzi, którzy pomogą Ci je zrealizować."

sobota, 30 grudnia 2017

odleciały bociany



Odleciały... 
i to kilka miesięcy temu - dokładnie wtedy gdy wpisywałam tytuł tego posta. 
Nie przypuszczałam nawet, że napisanie go zajmie mi aż trzy i pół miesiąca...
Ostatnio mój realny świat tak mocno domaga się swoich praw i mojej uwagi 
że na ten wirtualny już kompletnie brakuje mi czasu ale też siły i energii

No ale może od początku a w tedy wszystko stanie się jasne 
no więc było to tak...


Nadeszła jesień a wraz z nią do ciepłych krajów odleciały bociany...
Bociany jak to bociany... 
Duże, krzykliwe, z czerwonymi nóżkami 
a w dziobie... wiadomo - tobołek z dziecięciem 
I wyobraźcie sobie, że jeden taki bocian - gapa tobołek zgubił 
a zgubił tak niefortunnie, że tenże tobołek wylądował nie gdzie indziej ale w brujitowej chatce... 


Nie był to wcale mały tobołek...
Tobołek już jakiś czas po tym świecie latał,
gdyż gdy wypadł bocianowi z dzioba 
miał już rok i tydzień
piękne, lekko wystraszone brązowe oczka
kręcone ciemne włoski
rumiane policzki 
szelmowski  uśmiech
i wielkie zapotrzebowanie na miłość 


Bocian poleciał, tobołek został 
a w brujitowej chatce świat wywrócił się do góry nogami...


Znów trzeba było uczyć się wszystkiego na nowo
znów świat się przewartościował 
Nowe wyzwania
nowe doświadczenia
nowe uczucia


Uczucia...
ta burza, która rozpętała się w serduchu... 
Nadzieja, miłość, wdzięczność
bezradność, potrzeba snu, 
dziecięca radość, dorosły strach
oczekiwanie, duma,
zmęczenie, tęsknota, 
wzruszenie...


Przez minione trzy i pół miesiąca wiele się zadziało... 
Była we mnie wielka potrzeba pisania 
ale jeszcze większe zmęczenie i potrzeba snu ;-))) 
Tobołek nauczył się, że przytulanie jest fajne, 
że wieczorem i rano utulą te same ramiona, 
że można domagać się uwagi i otrzyma się ją, 
Tobołek nauczył się samodzielnie jeść
bawić zabawkami, chodzić... 


My też się wiele nauczyłyśmy... 
Ja nauczyłam się jeszcze szybciej spać ;-))) 
Dziewczyny szybko sprzątać swoje rzeczy ;-)))
a tak na serio to ten Mały Tobołek 
przyniósł ze sobą śmiech bez powodu, 
czułość, ciepło wokół serducha,
ufność, satysfakcję... 


Mój Świat znów wywrócił się do góry nogami... 
ale w tej nowej rzeczywistości poza zmęczeniem 
pojawił się cel...
Moje życie nabrało sensu...
Dziś już wiem czego chcę od życia... 
Dokąd zmierzam i jak będzie ono wyglądało


Ostatni dzień Roku...
Czas na podsumowania, nowe plany...
Miniony Rok był... 
szybki, długi, piękny, cięzki
zaskakujący, bogaty w nowe wydarzenia, nowych ludzi
Mam też masę planów na ten, który nadchodzi
aleee... 
o tym później... 

Dziś powitajcie Nellę - Nasz Mały Tobołek,
który upuszczy przez bociana 
stał się największą niespodzianką 
i najpiękniejszym darem jaki otrzymałyśmy w 2017 roku 


"- Halo, czy to Biuro Rzeczy Znalezionych? – zapytał dziecięcy głos.
- Tak, skarbie. Zgubiłeś coś?
- Zgubiłem mamę. Jest może u was?
- A możesz ją opisać?
- Jest piękna i dobra. I bardzo kocha koty.
- No właśnie wczoraj znaleźliśmy jedną mamę, może to twoja. Skąd dzwonisz?
- Z domu dziecka nr 3.
- Dobrze, wysyłamy mamę. Czekaj.
Weszła do jego pokoju, najpiękniejsza i najlepsza, tuląc do piersi prawdziwego, żywego kota.
- Mama! – krzyknął maluch i rzucił się do niej. Objął ją z taka siłą, że aż zbielały mu paluszki. – Mamusiu! Moja mamusiu!!!
…Chłopca obudził jego własny krzyk. Takie sny miał praktycznie co noc. Wsadził rękę pod poduszkę i wyciągnął zdjęcie dziewczyny, które znalazł rok temu na podwórku domu dziecka. Od tamtej pory trzymał zdjęcie pod poduszką i wierzył, że to jego mama. Wpatrywał się teraz w ładną twarz dziewczyny, aż wreszcie zasnął.
Rano dyrektorka domu dziecka, o wielce obiecującym imieniu Aniela, jak zwykle zaglądała do każdego pokoju, żeby przywitać się z wychowankami i pogłaskać każdego malucha po głowie. Na podłodze, przy łóżku chłopca, zauważyła zdjęcie, które mały w nocy upuścił.
- Skąd masz to zdjęcie? – zapytała.
- Znalazłem na podwórku. To jest moja mama, – uśmiechnął się chłopiec. – Jest bardzo piękna i dobra i kocha koty.
Dyrektorka poznała tę dziewczynę. Po raz pierwszy przyszła do domu dziecka w zeszłym roku wraz z innymi wolontariuszami. Pewnie wtedy zgubiła zdjęcie. Od tamtej pory dziewczyna chodzi od jednego urzędnika do drugiego, próbując zdobyć pozwolenie na adopcję dziecka. Ale, zdaniem lokalnych biurokratów, nie ma na to szans, ponieważ nie posiada męża.- Cóż, – powiedziała dyrektorka. – Skoro to twoja mama, to wszystko zmienia.
Po powrocie do swojego gabinetu, pani dyrektor usiadła i czekała. Po jakimś czasie rozległo się pukanie do drzwi i do gabinetu weszła dziewczyna ze zdjęcia.
- Proszę, – powiedziała dziewczyna, kładąc na biurku grubą teczkę. – Wszystkie dokumenty, opinie, zaświadczenia.
- Dziękuję. Muszę jeszcze zadać ci kilka pytań. Kiedy chcesz zobaczyć dzieci?
- Nie mam zamiaru ich oglądać. Wezmę każde dziecko, jakie mi pani zaproponuje. Przecież prawdziwi rodzice nie wybierają sobie dziecka… nie wiedzą, jakie się urodzi – ładne czy nieładne, zdrowe czy chore… Kochają je takie, jakie jest. Ja też chcę być taką prawdziwą mamą.
- Po raz pierwszy mam taki przypadek, – uśmiechnęła się dyrektorka. – Zaraz przyprowadzę pani syna. Ma 5 lat, jego matka zrzekła się go zaraz po urodzeniu. Jest pani gotowa?
- Tak, jestem.
Mały chłopiec rzucił się do niej z całych sił.
- Mama! Mamusiu!
Dziewczyna głaskała go po malutkich pleckach, przytulała, szeptała słowa, których nikt poza nimi nie mógł usłyszeć.
- Kiedy mogę zabrać syna? – zapytała.
- Z reguły rodzice i dzieci stopniowo przyzwyczajają się do siebie, najpierw są odwiedziny w domu dziecka, potem rodzice zabierają dziecko na weekendy, a potem na zawsze, jeśli wszystko jest w porządku.
- Zabieram syna od razu, – stanowczo oznajmiła dziewczyna.
- Dobrze, – machnęła ręką dyrektorka. – Jutro i tak zaczyna się weekend, a w poniedziałek przyjdzie pani i dokończymy formalności.
Chłopiec był szczęśliwy. Trzymał mamę za rękę, bojąc się, że znowu ją zgubi. Wychowawczyni pakowała jego rzeczy, wokół stał personel, niektórzy dorośli ukradkiem wycierali łzy. Kiedy chłopiec wraz z dziewczyną wyszli już z domu dziecka na słoneczną ulicę, chłopiec zdecydował się zadać najważniejsze pytanie:
- Mamo… a lubisz koty…?
- Uwielbiam! W domu czekają na nas dwa! – roześmiała się dziewczyna, czule ściskając rączkę malucha.
Chłopiec uśmiechnął się i pewnym krokiem ruszył z mamą w stronę swojego domu.
Pani dyrektor Aniela spoglądała przez okno na oddalające się sylwetki dziewczyny i chłopczyka. Potem usiadła i wykonała jeden telefon.
Halo, Kancelaria Aniołów? Proszę przyjąć zamówienie. Imię klientki wysłałam mailem, żebyście nie pomylili. Najwyższa kategoria: podarowała dziecku szczęście… proszę o standardową wysyłkę – moc sukcesów, miłości, radości itp. I dodatkowo: mężczyznę wyślijcie, niezamężna jest. Tak, wiem, że macie deficyt, ale to wyjątkowy przypadek. Owszem, finanse też się przydadzą, chłopiec musi się dobrze odżywiać… Już wszystko poszło? Dziękuję.
Podwórze domu dziecka wypełniało ciepłe słoneczne światło i bawiące się dzieciaki. Odłożyła słuchawkę i podeszła do okna. Lubiła patrzeć na te maluchy, prostując za plecami ogromne, białe jak śnieg skrzydła…”.


Stampin Royalty

Stampin Royalty

Digi - Scrap

Digi - Scrap

W Magicznej Kartce

W Magicznej Kartce

od Marty z Harem Soutache, Avrea, Chopiniada

od Klub Kota Jasna8

Pastelowe Candy u Moni

Pastelowe Candy u Moni
14.02.2015

Mikołajek w Palmogrodzie

Mikołajek w Palmogrodzie
Wygrałam i jeszcze za gaulstwo dostałam ;-)))

2gie urodziny

2gie urodziny
15.02.2015

Zielone Candy

Zielone Candy
Wygrałam!!

Pracowania Ajm

Pracowania Ajm
WYGRAŁAAAAM

Candy u Pająka

Candy u Pająka
Dostałam Nagrodę Specjalną!!

Wyróżnienie w ScrapGangu

Wyróżnienie w ScrapGangu

Herbaciane Candy

Herbaciane Candy
WYYYGRAŁAAAM ;-))))))

Candy niespodzianka

Candy niespodzianka
28.02.2014

Walentynkowe Candy

Walentynkowe Candy
WYGRAŁAM

Łączna liczba wyświetleń